Moja lista blogów

piątek, 25 listopada 2011

Coś zaczyna się psuć

Maciek już wrócił do domu ale do szkoły jeszcze nie chodził. Cały czas ślęczałam nad kamerkami. Wtem mama Maćka weszła do jego pokoju. Maciek leżał na łóżku i odpoczywał. Nagle poprosił mamę, że gdybym przyszła do niego to niech powie, że Maćka nie ma i nie wie kiedy wróci ani gdzie jest! Zdenerwowałam się!!! Wyłączyłam kamery... szkoda, może wcześniej bym się dowiedziała o co chodzi. Nie miałam ochoty na nic. Byłam na skraju załamania. Rodzice martwili się co mi jest. Nie miałam ochoty nic mówić. Jedyna osoba, której mogłam się zwierzyć to Natasza. Ona jedna mnie rozumiała i dobrze wiedziała jak bardzo kocham Maćka. Musiałam się z nią jak najszybciej spotkać. Zadzwoniłam do niej i wszystko opowiedziałam.Obydwie wyszłyśmy  
szybko z domu. Po policzkach spływały mi łzy. Tym razem chciałam by płynęły. Nie miałam zamiaru ich powstrzymywać. Pragnęłam jak najszybciej zatopić się w ramionach mojej kochanej psiapsióły. Nagle ją zauważyłam. Moje serce strasznie się ucieszyło mimo tak krytycznego stanu duszy. Patrzyłam na nią. Natasza nie szła ona wręcz biegła i to sprintem. Znalazła się obok mnie w ciągu kilku chwil. Byłam jej za to strasznie wdzięczna. Przytuliłam się do niej i beczałam jak małe dziecko.  Wreszcie mnie uspokoiła (tylko jej się to mogło udać). Szłyśmy deptakiem rozmawiając o wszystkim byle nie o Maćku. Wtedy trafiła mnie kulka śnieżna. To był mocny rzut. Po prostu mnie powaliła. Przybiegł do nas chłopak z naszej klasy - Dawid. Najwyraźniej to on rzucał śnieżką. Podniósł mnie i przeprosił. Chyba chciał jeszcze coś powiedzieć ale czym prędzej pociągnęłam za sobą Nataszę i odeszłyśmy. Gdy tylko Natasza oprzytomniała zaczęła się ze mnie śmiać. Zrobiłam nadąsaną minę ale tez mi się chciało śmiać. Dobrze wiedziałam z czego się śmieje. Z tego, że ta "ogromna" kula śnieżna mnie powaliła. Nie dziwie się jej. To wszystko musiało wyglądać komicznie. Cieszyłam się każda chwilą spędzoną z Nataszą. Wróciłam do domu z bananem na twarzy. Gdy weszłam do swojego pokoju wszystko mi się przypomniało : słowa Maćka, moja załamanie, płacz. Jednak nic to nie dało. Po dniu spędzonym z Nataszą nic nie było w stanie popsuć mi humoru. No ale nic nie trwa wiecznie. W poniedziałek to wróciło. Ale wszystko podpowiadało mi, że lepiej siedzieć cicho.

1 komentarz: